Zdobycie Mont Blanc 4807 m n.p.m.

Notatki sporządzane podczas podróży (w wersji oryginalnej):

Niedziela - 20.07 - g.18:20 wyjazd z Krakowa do Rybnika, nocleg u Wojtka

Poniedziałek - 21 - jazda samochodem przez Czechy, cały dzień deszcz, nocleg na parkingu za Monachium

Wtorek - 22 - przyjazd do Szwajcarii, przekraczamy granice k. J. Bodeńskiego i jedziemy do Zurichu, odwiedziny u ciotki Piotrka (Kaśki) w Meilen k. Zurichu nad jeziorem - LUKSUS!

Środa - 23 - zwiedzanie Zurichu, Bahnhofstrasse, Patek Philippe, płyniemy statkiem po jeziorze

Czwartek - 24 - przyjazd ok. g. 16:00 do Chamonix, początkowo ładna pogoda, ale potem już deszcz i teraz też

Piątek - 25 - g. 10:00 też deszcz, cały dzień deszcz

Sobota - 26 - dowiedzieliśmy się, że przez najbliższe dni ma być pogoda, ok. g. 12:00 wychodzimy, wyjeżdżamy, ale nie daleko, bo samochód coś nawalił, ja z Piotrkiem decydujemy się iść do La Griaz (w efekcie tam dojeżdżamy za 15F autobusem), przystanek przed Les Houches - gdzie ok. 15:00 zaczynamy podejście do schroniska Le Nid d'Aigle (Chal. Rest., stacja końcowa kolejki zębatej) 2372 m, po drodze, w Col du Mt Lachat 2077 m, spotykamy 2 Polaków, którzy również dołączyli do nas i śpimy wszyscy obok Le Nid d'Aigle w namiotach, pogoda jeszcze nie rewelacyjna, ale zaczyna się polepszać, co tylko się odsłonią góry od razu robimy zdjęcia (trochę mylimy się ponieważ fotografujemy jakiś szczyt myśląc, że to Mont Blanc J)

Niedziela - 27 - o g. 9:00 przyjeżdża kolejką Wojtek i wszyscy razem wychodzimy ok. g.10:00 w drogę do schroniska Aig. du Gouter 3817 m. Do schroniska docieramy o g.16:00, droga wyjątkowo ciężka, ostre podejście do samego schroniska (lód, głazy, kamienie - a my bez kasków!, trzeba było ubierać raki), wysokość znosimy dobrze, ale jesteśmy b. zmęczeni. Planujemy nocleg J (do g.1:00 w nocy) tuż nad schroniskiem, na miłym campingu, w namiocie rozbitym w śniegu. Wokół nas miła atmosfera, pogoda ok., ładne widoki, zdjęcia, słońce, nieduży ale lodowaty wiatr, temp. w nocy ok. - 6 st. C. Kimamy do g.1:30

Mont BlancPoniedziałek - 28 - o g. 3:00 w pełnym wyposażeniu ruszamy na zdobycie najwyższej góry Europy! Od g. 2:00 korowód ludzi zaczyna swój marsz zwycięstwa z czołówkami. Widok był rewelacyjny, świecące latarki wyglądały jak łańcuch na choince, przypominały i wyznaczały drogę konwojowi ludzi dążących do jednego celu jakim jest Mont Blanc, noc przepiękna, gwiaździsta. Pierwsze 2 h marszu to droga w tempie (wolnym ale stałym) całego konwoju na Dome du Gouter 4304 m, potem małe zejście i zaczyna się konkretna walka, ostre podejście granią Les Bosses, po drodze schron Vallot 4347 m, kawałek zamarzniętego Snickersa (którego za nic nie mogłem ugryźć, więc prawie cały kawałek schowałem do kieszeni), dość zimny wiatr, ale zero chmur, powoli wschodzi słońce, piękny widok! Szczyt wydaje się już tak blisko, ale cały czas to nie to. Wpływ wysokości na organizm powoduje, że nogi coraz wolniej pracują, kroki stają się coraz bardziej krótsze, oddech ciężki (uczucie taki jakbyś chciał a nie mógł) Ale wreszcie o g. 7:15 dnia 28 lipca 1997 roku zmęczeni ale szczęśliwi osiągamy wierzchołek tej wymarzonej góry Mont Blanc 4807 m. 15 min na szczycie, zdjęcia, moment refleksji, podziwianie Alp - które widać wszędzie z całą dokładnością, dość zimny wiatr powoduje, że o g. 7:30 schodzimy - już trochę odprężeni. Do schroniska Gouter docieramy o g. 11:00, namiot jak stał tak stoi, coś tam jemy, chwilę odpoczywamy, pakujemy się i schodzimy dalej, szybkie tempo, chociaż trasa zdradliwa, i nie mamy w ogóle wody!!! Do pierwszego potoku, powyżej Nid d’Aigle, docieramy o g. 16:00, Wojtek zjeżdża kolejką do Chamonix, a my idziemy aż do Baraque Arandellys 1752 m. Śpimy w baraku na strychu, zmęczeni, poparzeni, ale uzupełniliśmy organizm wodą.

Wtorek - 29 - o 8:30 zaczynamy schodzić do Chamonix, gdzie docieramy o g.10:00, zakupy, kąpiel, odpoczynek, owoce, wino

Środa - 30 - Wojtek wyjeżdża z Beatą, my wciąż zostajemy na campingu DES DRUS w Les Bois (21F i 17F za miejsce)
Idziemy z Radim zobaczyć ścianę wspinaczkową, znajduje się ona w Les Bossons, kilkaset metrów od centrum Chamonix, ładna pogoda, obserwujemy bardzo wielu ludzi wspinających się, zaskakujące było to jak malutkie dzieci są tutaj przyprowadzane, mają świetną szkołę i świetne warunki.

Czwartek - 31 - wciąż tkwimy w Chamonix, już Alpy z tej perspektywy oglądnęliśmy doskonale, widoki cały czas są rewelacyjne ponieważ dopisuje pogoda, ale chcemy już wyjechać a Inter Rail zaczyna być ważny dopiero od 01.08, tak więc musimy jeszcze wytrzymać 13 h do g. 7:00 rano jutro kiedy to będziemy mieć pierwszy pociąg do Lyonu. Na razie siedzimy sobie niedaleko Szkoły Alpinizmu i zbijamy bąki (m.in. oglądamy spływ takimi dziwnymi pojazdami po wodzie, również pontonami), nie wiem gdzie będziemy spać, chyba na dworcu? Zostało nam po 550F, a ja przed chwilą wróciłem z zakupów - 3,40F bagietka, 3,50F woda mineralna, 2F widokówka - i to na razie wszystko, inne ceny to: 3,80F znaczek na kartkę do Polski, 4,40F mleko, 5F brioche. Nocleg na dworcu w Chamonix, warunki raczej dobre, padający deszcz nam nie przeszkadzał, gdyż byliśmy pod dachem.

Rafał Dubiel
dubielr@poczta.onet.pl
http://republika.pl/dubielr/

powrót do poprzedniej strony


Świstak 1999-2000
Wykorzystywanie materiałów ze strony (teksty, zdjęcia, grafika itp.) bez zgody autora jest zabronione