Królowa Niepogód
Wpisany przez Magda   
Babia Góra nie bez podstawy nazywana jest Królową Beskidów. Jako najwyższy szczyt poza Tatrami, liczący 1724,6 m  n.p.m. , rości sobie do tego pełne prawo.

Ale nie tylko wysokość jest jej walorem, występują tu rzadkie gatunki roślin i zwierząt jak głuszec czy rogowica alpejska i okrzyn jeleni. W całych Beskidach jedynie na Babiej Górze i Pilsku (1557 n.p.m) występują alpejskie partie roślinności. 

 

W lecie oblegana przez turystów, którzy ciągną ku niej mimo pułapek, które może postawić na szlakach. Widok ze szczytu rozciąga się na  całą okolicę, Beskid: Żywiecki, Makowski, Mały; Orawę, Tatry, Jezioro Orawskie i całe Pasmo Babiogórskie. Jednak by móc to wszystko dostrzec trzeba mieć wyjątkowe szczęście.

Nazwanie Babiej Królową Niepogód również nie jest bezpodstawne. Są ludzie, którzy byli na niej już trzy, cztery razy i nigdy nie trafili na ładną pogodę. Na otwartej przestrzeni, gdzie brak już osłon drzewnych, siarczysty wiatr nikogo nie oszczędza, a potrafi wygiąć nawet kije trekkingowe . Mgła która osnuwa szczyt, często utrudnia widoczność. 

Byliśmy na nartach,   szliśmy od Przełęczy Brony w kierunku kościółków, i nagle zobaczyliśmy, że przez mgłę szła grupka ludzi, gęsiego schodząca na stronę orawską, okazało się że to nasi znajomi, pokazaliśmy im , którędy mają iść. Orawskie zbocze babiej góry jest na tyle mało stronę że można zgubić grzbiet, sypał śnieg, wiał silny wiatr, był bardzo duży mróz,  temperatura odczuwalna była blisko minus 20 stopni. My sami zjeżdżaliśmy na nartach po 100 metrów, kiedy było cokolwiek widać. Gdyby nas nie spotkali znaleźliby się na Słowacji myśląc, że są dalej w Polsce.

Babia jest niedostępna stawia pewne zagrożenia, człowiek lubi ryzyko. Jest to szczyt który góruje nad okolicą, widokowo  niepowtarzalny. Góry zimą w ogóle stwarzają wyjątkową atmosferę, śnieg, kolory, estetycznie to wygląda wyjątkowo inaczej.. – opowiada Tomasz Rawski Przewodnik Beskidzki SKPG

Królowa jednak potrafi być przychylna swoim gościom i sprawić, że widok  na górze, uważany za najpiękniejszy w Polsce, będzie niezapomniany. 

Zimowa turystyka nie cieszy się zbyt wielkim gronem wielbicieli. Skoro można zjechać z gór na nartach to po co męczyć się wchodząc na nie i brodząc po kolana w śniegu? Choć liczba osób wybierających się na zimowe biwaki (jak te organizowane przez Magazyn Turystyki Górskiej n.p.m i firmę Salewa, czy harcerska Zimowa Watra Wędrownicza) powoli wzrasta,  urok zimowych, górskich wędrówek doceni tylko ten, który odważy się na nie wybrać. 
 

Jednodniową wyprawę na Babią Górę najlepiej rozpocząć z Zawoji. Jest to najdłuższa (aż 18 km!) wieś w Polsce. By się do niej dostać należy wsiąść z miejscowy bus lub PKS, najlepiej z Suchej Beskidzkiej, do której zawsze znajdzie się połączenie PKP. W soboty może ono być o bardzo wczesnych godzinach, ale dzięki temu zostanie nam więcej czasu na naszą wędrówkę. Wysiadając z dworca PKP w Suchej Beskidzkiej, wystarczy że przejdziemy na drugą stronę by znaleźć postój prywatnych busów oraz przystanek PKS, na którym wywieszono rozkłady jazdy różnych przewoźników. Atak na szczyt można rozpocząć z Zawoji Markowa, Podrydzowane, Policzne lub z Przełęczy Krowiarki. Podczas jazdy PKSem możecie zacząć się obawiać czy stać Was na opłatę za przejazd, podróż może trwać ponad 20 minut, a sama Zawoja wydawać się bez końca, jednakże bilet w jedną stronę kosztuje około 3 zł. 
 

Szczyt przecinają szlaki o różnym stopniu trudności każdy ze swoimi plusami i minusami. Przed wędrówką najlepiej zapoznać się z ich opisami i mierzyć siły na zamiary. Z roku na rok rośnie ilość interwencji GOPRu. Tak grupa beskidzka w 2000 roku zanotowała 942 wypadki, a w 2006 r. dokonała już 2066 interwencji, w tym 10 jako akcje poszukiwawcze i 10 z użyciem helikoptera. Sprawdzanie komunikatów pogodowych powinno wejść w nawyk. Perć Akademicka, która jest jedynym miejscem w Beskidach  poza tatrami, z metalowymi łańcuchami a wspinaczka wymaga, trochę więcej umiejętności, na okres zimy jest zamknięta, aż do odwołania, a na całej górze  występuję nawet 3 stopień zagrożenia lawinowego. 

Zimowe eskapady zmuszają do innego nastawienia do wycieczki, zarówno psychicznego jak i sprzętowego. Edmund Hillary wspinał się na Mt.Everest co prawda w odzieży z wełny, jedwabiu i bawełny, ale w XXI wieku, można lepiej o siebie zadbać. Nie trzeba jednak kupować od razu kombinezonów w Himalaje, wystarczy niezbędne minimum i rozsądek w doborze rzeczy. Znany podróżnik i survivalowiec, Jacek Pałkiewicz  zawsze przedkłada odzież używaną przez ludność miejscową nad kupną. Na Syberii używał odzieży z futra renifera, co zapewnia największy komfort w tym klimacie. My powinniśmy się zdać jednak na współczesne technologię .

Krzysztof Nowak, przewodnik beskidzki i pracownik sieci turystycznych sklepów Horyzont radzi: należy ubierać się systemem „na cebulkę” – tzn. wielowarstwowo.

- warstwę pierwszą stanowi bielizna termiczna  (w tym koszulka z długim rękawem i cieple getry lub legginsy polarowe, ciepłe skarpety).

- warstwa druga to cienka bluza z materiału typu polarowego (np. polartec 100 lub 150)

- warstwa  trzecia – grubszy polar lub sweter

- warstwa czwarta – wierzchnia kurtka przeciwdeszczowa, wierzchnie spodnie przeciwdeszczowe – wskazane by warstwa wierzchnia była z materiałów tzw. „oddychających” czyli z membraną wodoodporną.

Przy tęgich mrozach można dorzucić jeszcze dodatkową warstwę pośrednią, czyli druga parę getrów, bluzę, druga parę skarpet itd. System „na cebulkę” ma tę zaletę, że można łatwo regulować temperaturę pod warstwą wierzchnią, wystarczy zdjąć lub dorzucić którąś z warstw pośrednich. Ma ta zwłaszcza znaczenie przy podejściach, przy dużym wysiłku fizycznym. Należy unikać jak ognia odzieży wykonanej z bawełny. Stare górskie powiedzenie mów, że „bawełna zabija”. Włókna naturalnej bawełny nie radzą sobie z odprowadzaniem wilgoci z powierzchni ciała, materiał nasiąka i wychładza organizm. Przy niższych temperaturach jest to bardzo groźne. Do górskich wędrówek należy używać odzieży wykonanej z nowoczesnych włókien sztucznych, sprawdzi się także odzież z domieszką naturalnej wełny – włókna wełniane doskonale radzą sobie z wilgocią i są bardzo ciepłe . Nie możemy zapomnieć także o nieprzemakalnych butach, czapce i rękawiczkach. Bardzo istotny jest również dobór zabieranego sprzętu. Naszymi nieodłącznymi partnerami powinna stać się latarka, folia NRC, czekolada, mapa i kompas. Jeżeli szczególnie nie lubimy zimna, możemy zakupić ogrzewacze do ciała chemiczne lub na paliwo (kostki węglowe lub benzynę) – w sytuacji awaryjnej – niezastąpione. 

Kiedy już szczęśliwie dotrzemy na szczyt, Diablak zaskoczy nas rozległość płaskiego terenu, wielką ilość rumowisk skalnych oraz siłą hulającego wiatru. Istnieje wiele różnych tez wyjaśniających nazwę wierzchołka . Według legendy wracający z Orawy zbójnik postanowił odpocząć na szczycie Babiej Góry. Spotkał tam Szatana, który podstępem chciał zagarnąć duszę chłopa. Mężczyzna zgodził się na pakt z Diabłem jeśli do świtu zostanie spełnione jedno jego życzenie. Zadowolony Szatan chętnie chciał spełnić warunek mężczyzny - miał zbudować na szczycie wielki zamek z kamieni. Kiedy Zły już kończył budowę, ten wymyślał coraz to nowe problemy - to o jedną wieżę za mało, a to rów za płytki, mur za niski. Właśnie gdy Szatan ustawił ostatni kamień, usłyszeli  pianie koguta z Zawoji, dusza więc została uratowana. Wściekły Diabeł ze złości machnął ogonem i zburzył zamek, który przygniótł zbójnika. Teraz tylko czasem jeszcze słychać, jak pomiędzy skałami zgrzyta góralska ciupaga. Druga legenda mówi o zbierających się na szczycie góry Sabatach Czarownic, które przylatując przynosiły ze sobą kamienie. 

I rzeczywiście jest w tej górze coś magicznego. Zimą na Babiej Górze niesamowicie wyglądają ośnieżone choinki, sople na słupach, które są coraz większe dosłownie z każdym pokonywanym metrem. Wszędzie jest tak biało, że nie da się odróżnić nieba od ziemi, nie jest się pewnym czy nadal idzie się po szlaku czy może już minęło się szczyt. Kiedy śnieg przestaje padać i rozstępują się chmury, widać pięknie ośnieżoną okolicę.

W Babiej Górze najlepsze jest to, że nie trzeba być doświadczonym górołazem (J), żeby zdołać na nią wejść, ale zarazem po jej zdobyciu odczuwa się cudowne zmęczenie i ogromną satysfakcję. Jeśli raz się na nią wejdzie, to chce się wracać, właśnie ze względu na dość trudne warunki i piękne widoki. –mówi Wiktoria, licealistka z Gliwic.