Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
relacje na mapie
Regulamin forum


Teraz jest Śr paź 16, 2019 1:48 am

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 21 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Dwa Bratanki
PostNapisane: Pn sie 06, 2018 11:02 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Wt kwi 05, 2016 3:42 pm
Posty: 189
Lokalizacja: Kraków
Spotkanie Węgra w górach jakoś zawsze pozytywnie mi się kojarzy. Tylko ta bariera językowa- na szczęście Tibor nieźle mówi po angielsku. Rok temu 3 razy spotykałem w Tatrach Słowackich mężczyznę z mocno wyładowanym plecakiem i jego 11-letnią córkę: najpierw na Jagnięcym, potem w okolicach Chaty Tery'ego. Za trzecim razem - na Sławkowskim
Obrazek


nie wytrzymałem i podjąłem rozmowę.
I dowiedziałem się, że oni cały czas z namiocikiem, biwakowali przez tydzień -najpierw pod Białym Stawem, potem w V-ciu Spiskich, na starcie Tibor nosił 32kg, a Virág koło 11kg. Narzekał, że grań za Kopą Lodową była trochę za trudna, więc zawrócili. Chciałby jeszcze parę szczytów zaliczyć poza-szlakowo, ale z topografią Tatr nie najlepiej. Umówiliśmy się, że prześlemy sobie jakieś info mailem, może wybierzemy się kiedyś razem. I tego roku Tibor napisał, że wybiera się znowu w Tatry, termin nawet mi pasował. Tylko pogoda spłatała figla. Jestem za stary na bawienie się w podchody
z filancami, jakieś namioty, a skoro tyle wilgoci, zaproponowałem noclegi w Javorinie. U Andrzeja było akurat sporo miejsca, bo został sam w domku, moja kuzynka pojechała z wnukami nad morze a w tym czasie Andrzej tłumaczy swoją książkę (coś na temat zastosowań statystyki w fizyce, wyszło w PWN, może będzie wydanie zngielskie). Pod koniec pobytu spędziliśmy zresztą 1 noc na Taborze w Białej Wodzie- całkowicie pustym tego wieczora. Zostawienia w domu 3,5 kg namiotu tym razem Tibor nie żałował.
Noszenie ciężarów powyżej 25 kg po górach nie robi na nim większego wrażenia, nawet gdy wyciągał zwykły gumowy materac dmuchany, powiedział, że nie widzi potrzeby kupowania czegoś lżejszego. Nie miałem więc obiekcji podrzucając mu ciężki kask, który gdzieś zalegał w domu na półce od lat 80-tych (kiedy na 30 lat zaczęła się moja przerwa w kontaktach z Tatrami).
Odebrałem Tibora ze stacji w Tatr. Lomnicy. Na dzień dobry podjechaliśmy po południu na rowerkach do Polany Pod Muraniem, oglądać zniszczony przez oberwanie chmury most i prace licznych koparek korygujących nurt Jaworowego Potoku. Jeszcze krótkie podejście do następnej wiaty - i łapie nas wielka ulewa. A mamy jeszcze spotkać się z Wiesławem, fotografem, z którym też Tibor się umówił. Więc nie czekamy, tylko w strugach ulewy zjeżdżamy na rowerkach po asfalcie.

Następnego dnia w ledwie- podsuszonych butach wsiadamy na rowerki - po kilometrowym podjeździe mamy 4km w dół na Łysą Polanę, potem jeszcze trochę jazdy na Palenicę, gdzie niechętnie rozstajemy się z rowerkami na parę godzin. Mostki w Dol. Roztoki szybko naprawiono, więc do V Stawów dochodzimy bez problemu. Coś mruczy, jakby burza, więc rezygnujemy z planów ambitniejszych na rzecz przejścia przez Świstówkę do Moka, które jeszcze okrążamy. Mam kłopot z wyperswadowaniem Tiborowi, by nie kąpał się w jeziorze. Tłumaczenie na angielski "don't make a village" chyba by nie poskutkowało, a "robienie wiochy", to zbyt frustrujące przeżycie (dopiero przy Litworowym Stawie...). Wbrew prognozom, nic nie padało -do momentu, gdy wracając zbliżaliśmy się do rowerów. To już jakaś tradycja?

Następnego dnia odbyliśmy wreszcie udaną wyprawę na Lodowy. Słowo "wyprawa" jest tu całkiem na miejscu -zajęło to nam aż 17 godzin! Oczywiście, można krócej , ale chciał zobaczyć też Konia. A gdy chce się powrócić do Jaworiny nie używając taksówki z T. Łomnicy (ok. 30 Euro), z Lodowego Ramienia można wrócić trawersami Wyżniej Galerii Lodowej. Dol. Jaworowa nieco ucierpiała -urwany został 30 m fragment szlaku w miejscu zwykle osuwającej się skarpy. I brak ostatniego mostku, lecz kilkadziesiąt m wyżej da się przejść po kamieniach. To kosztuje trochę czasu. Robienie zdjęć , zresztą, też.

Obrazek

W jednym z ostatnich przed przełęczą żlebów z wodą zdatną do picia opuszczamy szlak pnąc się po trawiastych upłazkach niewyraźną ścieżką w stronę Kopy Lodowej. Z ostatniego żlebu przechodzimy na przełączkę między Kopą i Lodowymi Czubami.

Obrazek

Tu wyciągamy linę (20m wystarczy) i peleryny- bo zaczyna padać. Dopiero przed wierzchołkiem można wszystko zdjąć. Okazuje się, że Tibor nie ma doświadczenia we wspinaniu, nadrabia braki techniczne nieprzeciętną siłą, ale w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać, czy nie zawrócić. Zaczynam tłumaczyć, że ostatni odcinek będzie łatwy. W końcu trafiamy na linę- kogoś musiało nieźle przycisnąć, skoro ją tam zostawił...




Obrazek

Obrazek


Obrazek


Szkoda, że nie mieliśmy zbyt wiele czasu na czekanie, aż się przejaśni.



Obrazek

Ta mgła w końcu się przewiała od południowej strony - ale gdy już byliśmy na Lodowym Zworniku
Nawet na Lodowym Koniu nie było widać, jak duża ta jest "lufa"

Obrazek

Tak więc szczyt mogliśmy dopiero oglądnąć z dolnej perspektywy:
Obrazek
A poniżej ponad 20-metrowy uskok Śnieżnego Szczytu, kolejne wspomnienia z ostatniej jesieni...

Obrazek

A potem zaczęły się długie trawersy Wyżniej Lodowej Galerii, trzeba tam stale uważać, albo piargi albo śliskie , mokre płyty.
Obrazek

Przed Wyżnim Sobkowym Przechodem mgła zgęstniałą i udało mi się zapchać w trudniejszy teren, znowu wyjęliśmy linę, by wrócić do znajdującego się poniżej trawersu. Wstyd, bo byłem tam rok temu, ale wtedy można było obserwując Sobkową Grań łatwo wypatrzeć, na jakiej wysokości jest dalsza droga. Trochę emocji i na dobrej drodze.

Obrazek
Za pierwszym ograniczeniem Sobkowego Żlebu ścieżka schodzi w dół i ukazują się 2 rozgałęzienia żlebu. To jest podpucha!! schodząc tamtędy nie można trawersować w stronę Przeł. Lodowej, żleb ma parę progów i bez liny (dłuższej, niż nasze 20 m) się nie obędzie. Tibor się uparł, więc w końcu powiedziałem: zobaczysz, jak nie będzie szans na trawers, wracamy, bo z Anią przerabiałem zejście ze zjazdami tym żlebem, wówczas kończy się on w bocznej odnodze Sobkowego, na ok. 2100 m npm.
Więc zbadaliśmy sprawę i wróciliśmy do góry. ze 20 minut straty. Bo tam trzeba wbrew temu, co się logicznie nasuwa, cofnąć jakieś 50m do góry, trafiając na trawersy do żlebów schodzących z Kopy Lodowej i nimi na przełęcz, ok. 2370. Tam wyczerpała się bateria w aparacie, po tym zdjęciu. Do Jaworiny zeszliśmy tuż przed północą.


Obrazek

Ale jak dochodziliśmy na Lodową Przełęcz, Tibor zaczął mnie pytać, czy wiem, ILE TERAZ KOSZTUJE KASK. Zanim załapałem, o co mu chodzi, przyznał się, że zapomniał schować go do plecaka po pikniku na Lodowym Zworniku i teraz chce mi odkupić (odmówiłem, wracać też nie było sensu, bo było późno). Pewnie tam dalej leży, bo to trochę w bok od drogi normalnej. Aż tak mi na nim nie zależy, bo to stary model z lat 80-tych, kupiony ze 30 lat temu w UK, ciężki jak cholera, ma tylko wartość sentymentalną (czasami też komuś pożyczam, lub sam go zakładam, pożyczając mój lekki dla bardziej delikatnej głowy). Jakby ktoś schodził z Lodowego przez Ramię (Lodowy Zwornik o rzut beretem -ze 2 minuty z Lodowego Ramienia) i by znalazł ten kask, byłbym bardzo wdzięczny.

Jak on wygląda (na głowie Tibora) można zobaczyć w Googlu: https://photos.app.goo.gl/diMGnNkcJBTzUMu99 .


Potem była jeszcze wycieczka Doliną Białej Wody z biwakiem na ławkach Taboriska (szlak obchodzi na długości paru km z powodu zerwanego mostku, może już zresztą naprawili?) Dotarliśmy tylko do połowy (raczej 1/3) drogi Tetmajera przed wierzchołkiem Zwalistej Turni. Zanosiło się na deszcz. Tibor mówił, że lepiej zawrócić, ja nie protestowałem. Przynajmniej raz wracamy przy świetle dziennym do Bielovodskiej Polany (dalej na rowerze). Następnego dnia jedziemy do Krakowa, bo Tibor tu jeszcze nie był. Jest szansa, że we wrześniu zwiedzę Budapeszt.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 07, 2018 7:15 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 25, 2007 9:48 am
Posty: 7476
Fajnie!

_________________
NIGDY NIE WIADOMO
KTO JEST PO DRUGIEJ STRONIE


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 07, 2018 9:48 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr paź 31, 2007 9:46 pm
Posty: 4026
Lokalizacja: GEKONY
Super! két jó barát, együtt harcol, s issza borát :mrgreen:

Świetna sprawa takie spotkanie i zgadanie się.

_________________
I choćby przyszło tysiąc pisarzy
i każdy tysiąc strof by wysmażył,
i każdy nie wiem,jak się nadymał,
nikt nie dogoni Julka Tuwima.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So sie 25, 2018 10:38 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
Ładna historia, a ci Węgrzy - niby blisko, ale daleko.
Widywałam w Tatrach grupki Węgrów, ich język tworzył jakiś kokon wokół nich, izolował.

Wracam wciąż do pierwszego zdjęcia, ten ojciec wędrujący na dziko po górach z 11-letnią córką pewnie jest świetnym facetem.
U nas mamy za to portal: Tatry po męsku.
Panowie wymyślili, żeby chodzić w góry w męskim gronie – OK, nie ma sprawy.
Ale tak to rozwinęli:
Panowie mogą wziąć ze sobą jedno dziecko (istotą takich wspólnych wyjazdów jest nawiązywanie duchowej więzi z dzieckiem, także z całkiem małym, kilkuletnim). Celem jest przeżyć przygodę, która otworzy nas na drugiego człowieka i na bliskość Boga. Taki wyjazd stanowi niezwykłą okazję do wzajemnej rozmowy i budowania więzi. (...) Każda minuta nie poświęcona synowi w Tatrach jest minutą straconą.
Ale tylko, jeśli to będzie chłopiec.
Jak ktoś nie ma syna, może wziąć nawet zięcia.
Byle nie córkę.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So sie 25, 2018 11:17 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 3:34 am
Posty: 12878
Lokalizacja: Ząbkowska, róg Brzeskiej
anke napisał(a):
Byle nie córkę.

Albo się wspinamy, albo uprawiamy seks.
Można oczywiście połączyć jedno z drugim, ale to by nieco zmieniło charakter przygody, taki "trzeci rodzaj".
Ot cała, chyba nie aż tak skomplikowana tajemnica.

_________________
POPiS - 14 lat niszczenia Polski. Tak ma być dalej?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 26, 2018 8:36 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
Opinia, że u podstaw niedopuszczania przez organizatora córek do górskich wycieczek leżą zaokrąglenia kobiecego ciała, jest raczej nadmiarowo optymistyczna. Ja tam widzę raczej swojskie upchnięcie kobiet za drzwiami kuchni.
.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N sie 26, 2018 9:35 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 3:34 am
Posty: 12878
Lokalizacja: Ząbkowska, róg Brzeskiej
Myślę że jesteś w błędzie.
W męskich zakonach naprawdę faceci sami sobie gotują.

_________________
POPiS - 14 lat niszczenia Polski. Tak ma być dalej?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 27, 2018 8:25 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 18, 2009 11:04 am
Posty: 9310
Lokalizacja: miasto100mostów
Super klimat.
Za późno napisałeś relację. Okazuje się, że 4h po zamieszczeniu tego posta wychodziłem na wycieczkę na Lodowy. Przyniósłbym ten kask i Ci wysłał...

_________________
'Tatusiu, zostań w samochodzie, a my zobaczymy gdzie zaczyna się nasz szlak.'


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn sie 27, 2018 10:57 am 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sty 25, 2007 9:48 am
Posty: 7476
anke napisał(a):
U nas mamy za to portal: Tatry po męsku.
Panowie wymyślili, żeby chodzić w góry w męskim gronie

A niech mnie - faktycznie. Lubię poniedziałki, przynoszą tyle ciekawostek.

_________________
NIGDY NIE WIADOMO
KTO JEST PO DRUGIEJ STRONIE


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 28, 2018 10:11 am 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): Pt wrz 17, 2010 11:49 am
Posty: 785
Lokalizacja: dokąd
anke napisał(a):
U nas mamy za to portal: Tatry po męsku.
Panowie wymyślili, żeby chodzić w góry w męskim gronie – OK, nie ma sprawy.

Znalazłam jednak pewną niekonsekwencję:

Nasza baza wypadowa (nocleg, to tu zaczynamy nasze wyprawy):
Zgromadzenie zakonne Sióstr św. Józefa:


grubyilysy napisał(a):
W męskich zakonach naprawdę faceci sami sobie gotują.


Więc może jednak zakonnicy nie gotują??
A może siostry zakonne to nie kobiety???


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 28, 2018 12:19 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So kwi 09, 2005 8:09 pm
Posty: 2714
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
krzysztof_KrK napisał(a):
Spotkanie Węgra w górach jakoś zawsze pozytywnie mi się kojarzy. Tylko ta bariera językowa
Tak. Język jest straszny. Pewna Czeszka mi kiedyś powiedziała, że "s Maďary ani rucami ani nohami se nedomluviš".

_________________
Obrazek

Lech


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt sie 28, 2018 1:38 pm 
Stracony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sie 29, 2006 3:34 am
Posty: 12878
Lokalizacja: Ząbkowska, róg Brzeskiej
saxifraga napisał(a):
A może siostry zakonne to nie kobiety???

No niekonsekwencja jest.
Wniosek - najwyraźniej jadą tam "na baby".

_________________
POPiS - 14 lat niszczenia Polski. Tak ma być dalej?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So sty 26, 2019 11:30 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
anke napisał(a):
Wracam wciąż do pierwszego zdjęcia, ten ojciec wędrujący na dziko po górach z 11-letnią córką pewnie jest świetnym facetem.
U nas mamy za to portal: Tatry po męsku.
Panowie wymyślili, żeby chodzić w góry w męskim gronie – OK, nie ma sprawy.
Ale tak to rozwinęli:
Panowie mogą wziąć ze sobą jedno dziecko (istotą takich wspólnych wyjazdów jest nawiązywanie duchowej więzi z dzieckiem, także z całkiem małym, kilkuletnim). Celem jest przeżyć przygodę, która otworzy nas na drugiego człowieka i na bliskość Boga. Taki wyjazd stanowi niezwykłą okazję do wzajemnej rozmowy i budowania więzi. (...) Każda minuta nie poświęcona synowi w Tatrach jest minutą straconą.
Ale tylko, jeśli to będzie chłopiec.
Jak ktoś nie ma syna, może wziąć nawet zięcia.
Byle nie córkę.


Dzisiaj pierwszy raz od zamieszczenia powyższego postu zajrzałam na rzeczony portal i z przyjemnością donoszę, że zaszły duże zmiany:

Ojciec z córką (po raz pierwszy!)
04-07.07.2019

“Kobiety w Tatrach” – turnus dla kobiet 18+ (po raz pierwszy!)*


http://tatrypomesku.pl/

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N kwi 07, 2019 9:53 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Wt kwi 05, 2016 3:42 pm
Posty: 189
Lokalizacja: Kraków
Tej zimy miałem tydzień ferii pod koniec lutego. Ponieważ jakiś miesiąc wcześniej Tibor napisał w mailu, że chciałby zimą odwiedzić Tatry, postanowił do mnie dostosować swój urlop. Zapowiadało się nieźle, po niezwykle obfitych opadach śniegu nawet były kłopoty w dojechaniu do domku w Javorinie- Andrzej z Elą próbowali odkopać dróżkę dojazdową, ale za pierwszym podejściem poddali się, w następnym tygodniu wynajęli jakiegoś sąsiada z traktorem, który pługiem dotarł do bramki i coś znowu się zepsuło, dopiero następnego dnia dokończył pracę. Tibor twierdził, że im więcej śniegu -tym lepiej, ale dałem mu do poczytania teksty o lawinach... Mieliśmy wyruszyć w piątek z Krakowa, ale Tibor napisał, że przyjedzie dopiero w poniedziałek, bo ma jeszcze weekend, który obiecał córce.

W efekcie- ja pojechałem na piątek i sobotę z Sevą do Żywca, gdzie zaliczyliśmy (z buta) Wielką Rycerzową z Soblówki i Babią Górę ze Slanej Vody. Pod Rycerzową spotkaliśmy nawet rycerzy:
Obrazek

(więcej tu: https://photos.app.goo.gl/dTDJ8iuXpribts8s5 oraz tu: https://photos.app.goo.gl/anR298wGeByWdT28A . Niedziela wystarczyła mi na przepakowanie i pożyczenie od Ani kasku, raków i detektora dla Tibora. Ania zresztą na pierwszą wycieczkę postanowiła do nas dołączyć.

Więc w poniedziałek prosto z dworca pojechałem z Tiborem pod dom Ani i wieczorem zaczęliśmy się zagospodarowywać w domku Eli i Andrzeja w Javorinie. Latem Tibor zażywał (....) w Litworowym Stawie -tym razem zatrzymaliśmy się po drodze w karczmie o tej samej nazwie, nawet była tam kapela góralska
Obrazek


Planując wycieczkę miałem spory dylemat- bo prognozy zapowiadały tylko 1 dzień świetnej pogody. Przechodzenie tuż obok leśniczówki w Koperszadach nie bardzo nam pasowało- bo Tibor nie ma żadnej legitymacji, która by go uprawniała do działalności zimowej powyżej schronisk w Tatrach Słowackich. Podobnie w Dol. Białej Wody- zeszłego roku byliśmy tam z Anią legitymowani. Więc może Jaworowa? Powstał plan dość ambitny - przejście przez prawie całą Dol. Jaworową, Sobkowy żleb i -w razie możliwości- na Lodowy. To by było powtórzenie trasy, jaką przeszedłem w 2016 solo -ale 2. kwietnia, więc choć warunki były zimowe, formalnie się nie liczy. Wtedy największe problemy napotkałem na zejściu -tuż przed koniem (i na mocno zaśnieżonym koniu), natomiast sam żleb (o nachyleniu ok. 45%) był równo zaśnieżony, śnieg porządnie zbetonowany. Co ważniejsze, wyszedłem wtedy o godzinę wcześniej i do momentu trudności na spiętrzeniu przed Koniem - nie wyciągałem z plecaka liny. ( https://www.flickr.com/photos/125431512@N04/albums/72157666730804625 ).
Tym razem śnieg był miejscami mocno wywiany, a tam, gdzie go nawiało, był nietrzymający.

Obrazek

Po drodze spotkaliśmy 2 zespoły, które z tego powodu wycofały się z dróg na Jaworowym Murze i z Bratysławskiego Lodu. Ci od lodu (Polacy) -mieli też narty i skiturowo próbowali dojść na Przełęcz Lodową, ale na górze było wywiane do lodoszreni i sporo kamieni, więc odpuścili jakieś 250m poniżej przełęczy.


Obrazek

Słowacy z kolei zacytowali nam nawet taki wierszyk:
"Lepsze v Karczmie dat sa upit'
czem v Taterach dat'sa ubit' "
-święte słowa! Nasze cele nie były aż tak ambitne, ale i tempo -nierewelacyjne.

Sporo do pogadania, częste przebieranie i robienie zdjęć -nie sprzyja reżimowi czasowemu, mieliśmy świadomość, że w każdej chwili możemy się wycofać i idziemy na luzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie było nawet pewne, czy Tibor poradzi sobie po raz pierwszy w rakach - na szczęście, z tym nie było problemu. Ubraliśmy je na początku żlebu.


Obrazek

Gorzej z uporem Tibora, bo nie chciał od razu przy okazji ubierania raków założyć uprzęży i kasku." Później - o przy tamtych kamieniach"... -tylko , że to, co widziane z dołu, inaczej wygląda z góry. A jak się nie ubiera uprzęży przez pół roku, w stromym terenie zaczyna się wszystko plątać i robi się zamieszanie.


Obrazek

Z kolei ja popełniłem błąd- idąc w linii prostej, postanowiłem przejść przez niewielki próg z prawej strony. 3 lata temu on był równo przykryty- tym razem trzeba było wyciągnąć linę, trudności -do II, ale to tylko parę ruchów. Idący na drugiego powinni to przejść płynnie korzystając z bloku na linie, a walczyli dość (za) długo. Tymczasem (co sprawdziliśmy wracając) -po lewej stronie (orograficznie- po prawej) zaśnieżone zachody umożliwiały obejście trudności.

Obrazek

Dalej szliśmy jako wolna trójka - na szybką jakoś mi psyche nie pozwalała, bo stanowiska były z 2 czekanów wbitych po głowicę, czasami tylko z jednego. Poza progiem - to było poruszanie się po stromym, na ogół twardym śniegu, więc można i bez liny, ale ze względu na zimowy debiut Tibora -było by to nierozsądne.


Obrazek


Obrazek

Obrazek

Prawie doszliśmy do miejsca, gdzie skręca się w lewo w stronę Wyżniego Sobkowego Przechodu, a tu pech, który zdecydował o odwrocie- Tiborowi rozleciał się but- puścił szew na całej długości -gdzie była gumowa wstawka.

Obrazek

Obrazek

Do środka zaczął wpadać śnieg i musieliśmy na prędce coś zaradzić, by nie doszło do odmrożeń. Na szczęście, Ania miała owiniętą dokoła kijka srebrną taśmę klejącą, którą obwinąłem parę razy pęknięty but. Ania ma dobre skiturowe nawyki (w końcu jej wuj był jednym z pierwszych narciarzy w Tatrach -wraz ze Stanisławem Barabaszem odbyli pierwszą wycieczkę na nartach do Czarnego Stawu w 1894!).

Po tych emocjach zaczęliśmy ostrożnie schodzić. Ania pierwsza, potem Tibor. Wreszcie zmieniliśmy linę 30m na 60, przez chwilę nawet próbowaliśmy dwie powiązać w 90m, ale mijanie węzła zbyt dużo czasu zajmowało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja schodziłem jako ostatni -dość szybko, ale moje zdolności dydaktyczne wyraźnie nie były najlepsze, przynajmniej nie odniosły skutku w postaci poprawy tempa. Na szczęście -nie musieliśmy się spieszyć, wkrótce pojawił się super-jasny księżyc i nawet czołówki nie były na ogół potrzebne.


Obrazek

Obrazek

Nasz punkt oświetleniowy właśnie zawisł nad Ostrym Szczytem (ZDJĘCIA NOCNE -TO TYLKO ANI):

Obrazek

Obrazek


Jeszcze dwie godziny schodzenia -wreszcie domek w Javorinie!

Obrazek

Na ostatnich 2 kilometrach pocisnęliśmy nieco szybciej, za to na Anię czekała zrobiona herbata i rozpalony ogień w kominku.
Nazajutrz trochę odsypiamy (ja w niebieskim):
Obrazek
Następnie Ania pakuje się i odwozimy ją do Zakopanego, jeszcze pokazujemy Tiborowi Dom Pod Jedlami na Kozińcu (pobliskie muzeum - niestety zamknięte).

Obrazek

Tibor chodzi po sklepach szukając butów, co wcale nie jest łatwe, gdy ma się haluksowe problemy. W końcu niczego nie kupił, ale w Javorinie przymierzył moje zapasowe buty -i pasowały! Więc była szansa na następną wycieczkę -już przy średnio optymistycznej prognozie pogody. Tym razem rano podjechaliśmy przez Bystre w stronę Kuźnic i przez Kondratową udaliśmy się na Giewont. Im wyżej szliśmy, tym bardziej poprawiała się widoczność.
Obrazek

Tym razem mieliśmy szczęście do pogody i stosunkowo nietrudną trasę. Jako nieliczni zdecydowaliśmy się na powrót z Przeł. Kondrackiej do Dol. Małej Łąki. I jeszcze na Przysłop Miętusi, bo widoki rewelacyjne i z Kir łatwiej o busy do Zakopanego. Potem jeszcze bus w stronę Kuźnic- do Murowanicy, gdzie najbliżej do zostawionego auta. Nazajutrz muszę, niestety, być w Krakowie. Przynajmniej jest jeden plus: Tiborowi bardzo spodobały się zimowe Tatry Zachodnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trochę więcej zdjęć z tej wycieczki tutaj: https://photos.app.goo.gl/JFy3xynq8XEioca58

Podczas spacerów po Krakowie tylko Tibor robił zdjęcia - ja strasznie zmarzłem, akurat nastąpił kolejny atak mrozów plus wiatr.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn kwi 08, 2019 11:02 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 1727
Słońce za oknem, a tak jakoś chłodem powiało :mrgreen:
Z taśmą niezły patent :roll:

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 11, 2019 9:10 pm 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
Redemption MM napisał(a):
Z taśmą niezły patent
Też tak zrobię, kiedy zobaczyłam, jak nutshell rozkleił się but podczas poważnej wyprawy, zakupiłam stosowną taśmę, tyle że nigdy nie chciało mi się jej "dźwigać".

Dość niecodzienne zdjęcie, inne. A tak w ogóle, to fajny ten serial z Tiborem. Sprawdziłam przy okazji, jak tam z górami na Węgrzech - najwyższa góra, Kékes, ma 1014 m i zwieńczona jest, nieszczęsna, wieżą telewizyjną.
Obrazek

.

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Ostatnio edytowano Pt kwi 12, 2019 7:41 am przez anke, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz kwi 11, 2019 10:31 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Wt kwi 05, 2016 3:42 pm
Posty: 189
Lokalizacja: Kraków
anke napisał(a):
Sprawdziłam przy okazji, jak tam z górami na Węgrzech - najwyższa góra, Kékes, ma 1014 m

-rodzina Tibora pochodzi z gór Transylwanii i on akurat najwięcej chodził po górach Rumunii. Stąd jego styl chodzenia "na dziko". Zresztą jest to dla mnie bardzo zagadkowa postać. Absolwent historii, ale po studiach stwierdził, że "nie chce w szkole dzieci uczyć kłamstw", pracuje nad jakąś książką -a zatrudnił się w firmie ochraniarskiej. Stara się dobrze zrozumieć las, poczuć ducha rzeki -i czasami zachowuje się w dziwny sposób, ale ta zagadkowość jest czymś niezwykłym. Cieszę się, że jeszcze parę wypraw przed nami.
Tak z innej beczki - jak można zdjęcia wrzucane przez Fotosik tak dobrze dopasować rozmiarem? opcja "full size" zawsze nie mieści się w ekranie i powoduje rozciągnięcie tekstu, za którym potem trzeba gonić przy użyciu kursora. Próbowałem
redukować rozmiar przed wczytaniem zdjęcia w windowsowym programie Paint - najpierw do 70%, potem jeszcze bardziej - zdjęcie traciło stopniowo na rozdzielczości i rozmiarze w Kb, ale wymiary pozostawały tak samo duże. Dlatego wrzucałem średni rozmiar, a jestem zbyt leniwy, by wyszukiwać starsze posty, gdzie ktoś opisywał, jak temu problemowi zaradzić. Nie znam się za bardzo na obróbce zdjęć- czy trzeba je redukować w jakimś innym programie?


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pt kwi 12, 2019 12:24 am 
Uzależniony ;-)
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 914
Lokalizacja: W-wa
Cytuj:
Próbowałem redukować rozmiar przed wczytaniem zdjęcia w windowsowym programie Paint - najpierw do 70%

Spróbowałam właśnie Painta i jest OK. Podejrzewam, że po przeskalowaniu przeoczyłeś kliknięcie w "przytnij" (nad "zmień rozmiar') - bez tego wokół zdjęcia zostaje białe pole, które wchodzi do formatu zdjęcia i przez to zdjęcie wciąż jest duże.

Porównanie:
przeskalowanie w Paintcie
Obrazek

przeskalowanie w Gimpie
Obrazek

_________________
1. https://vimeo.com/231243943
2. https://vimeo.com/55441565


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn wrz 02, 2019 11:29 pm 
Zasłużony

Dołączył(a): Wt kwi 05, 2016 3:42 pm
Posty: 189
Lokalizacja: Kraków
Ten Sierpień był niezbyt udany -no może z wyjątkiem samej końcówki.
-Najpierw "poręczowanie'" schodów od strony ogrodu -stara poręcz była zmurszała, materiały kupiłem rok temu a dopiero teraz czas na majsterkowanie się znalazł.
-Potem 2 tygodnie z rodziną i z kolegą w Żywcu-wieczorami pracujemy nad matematyką, a rano krótkie spacery. Tylko raz udało się wyciągnąć wszystkich do Zverovki -doszliśmy tylko do wodospadu i do najniższego ze Stawków Rohackich.
-I raz (tylko z Markiem) przeszliśmy trasę : Hala Boracza- Redykalny Wierch-Lipowska- Rysianka. Wbrew moim obawom Marek dał radę, choć po długim zejściu nogi miał na parę dni "załatwione".
-W dniu wyjazdu Marka (a przeddzień naszego)- odbyłem moją ulubioną "wycieczkę ekologiczną" na Babią Górę. Ekologiczna, bo bez samochodu -rowerem ponad 26 km do bazy namiotowej SKPG w Głuchaczkach. Dalej pieszo przez Mędralową na Przeł. Jałowiecką i Górnym Płajem na Markowe Szczawiny. Potem Akademicka Perć i powrót przez Małą Babią, odcinek z Przeł. Jałowieckiej przez Słowację (Wysni Tajch) na Głuchaczki. Parę razy lekko pokropiło, ale po południu pogoda była super. Tylko te auta wracających z długiego weekendu na odcinku z Jeleśni do Trzebini przed Żywcem dawały w kość. I tak jest spory postęp -4 km świeżo oddanej do użytku ścieżki rowerowej tuż przed Żywcem. GPS pokazał mi sumę wzniesień ponad 1700m, w tym 460 na rowerze.

Tibor w tym roku zapowiedział, że przyjedzie w Tatry 26.08 i chciałby oprócz Wysokich odwiedzić też Tatry Zachodnie. Ale gdy go w końcu przywitałem na dworcu PKP w Krakowie, powiedział, że mamy tylko 3 dni na góry. W piątek ma pociąg powrotny do Budapesztu. W dodatku - codziennie prognozowane są burze, codziennie pojawiają się groźnie wyglądające chmury.

Obrazek

Elastyczne planowanie -to moje specjalność. Więc na pierwszy dzień zaplanowałem górę niezbyt wysoką i z dość krótkim podejściem -Mnicha.


Obrazek

Zeszłego roku podszkoliłem nieco Tibora w zjeżdżaniu na linie, zimą nabyłem dla niego nowy kask, w kolorze grafitowym:


Obrazek

Dawno na Mnichu nie byłem - ostatni raz niejako "w poprzednim życiu" - jakieś ponad 35 lat temu. Wtedy po ukończeniu kursu SKPG i skałkowego -miałem zrobić kurs tatrzański - w Betlejemce zabrakło miejsc, zamiast tego zrobiliśmy w parę osób kurs w ciekawszej lokalizacji (w Moku, pod okiem ś.p. Jano Hierzyka). Wtedy często schodziło się z Mnicha albo żywcując przez Płytę, lub jakoś w okolicach Robakiewicza - dzisiaj wszyscy zjeżdżają z wierzchołka trochę ponad 20m.


Obrazek

A ja zabrałem tylko 20m liny. I jeszcze tuż przed wejściem w blok szczytowy przyłączył do nas bardzo sympatyczny Tadek z Lublina.


Obrazek

Próbował dołączyć do jakiejś grupy z przewodnikiem, bo nie zabrał liny, chciał nawet jakiemuś przewodnikowi zapłacić, ale bezskutecznie. Bardzo lubię Lublin i jego mieszkańców, przygarnęliśmy więc trzeciego uczestnika wycieczki.


Obrazek


Pomysł był taki, że Tadek, który trochę się wspinał na ściankach będzie szedł na środku przyczepiony do liny pętlą Prusika, a Tibor- przywiązany na końcu liny- już jak należy. Po tylu latach miałem kłopoty z przypomnieniem sobie przebiegu drogi- zwykle w takich razach chodzi się tam, gdzie wytarta skała i jakieś spity. Ale tam wszędzie jest podobnie i z początku dałem się Tadkowi namówić do spróbowania bardziej z prawej strony. Jednak po dotarciu do jakichś ringów zjazdowych zauważyłem, że przede mną stroma płyta i dość gęsto 3 spity, co znaczy, że trudności będą zbyt duże (nawet ja bez trzewików wspinaczkowych mógłbym tam nie dać rady w butach turystycznych).


Obrazek

Po nietrywialnym trawersie w końcu znaleźliśmy się wreszcie na właściwej drodze. W porywach- za II, więc bez trudu wyszliśmy na wierzchołek -jedynie Tibor ze 2 razy prosił o blok na linie. Tuż pod wierzchołkiem trzeba było dość długo zaczekać. Można oddawać się podziwianiu widoków ( + następne zdjęcie jeszcze z podejścia)

Obrazek


Obrazek

Jest sporo stałych spitów, więc w najgorszym przypadku mogliśmy zjeżdżać na 2 lub 3 raty krótszymi odcinkami. Ale na szczęście na szczycie spotkaliśmy 2 chłopaków z Krakowa. Oni zabrali (nieumiejące zjeżdżać na linie) 2 dziewczyny, które po prostu opuszczali na swojej nowiutkiej 60-metrowej linie połówkowej. I pozwolili nam skorzystać ze sprzętu zgodnie z jego przeznaczeniem. Tylko usłyszałem niemiłe: "teraz dziadkowie zjadą", ale poza tym było już super. Zjazd Tibora -prawie cały- asekurowałem dodatkowo z góry, ale na ostatnie 4m musiałem zrzucić linę, bo była to zbyt krótka 20-tka. Mimo zapowiedzi, nie było burzy, chmury trochę postraszyły, mobilizując do szybszego zjazdu, nawet zrezygnowałem z zakładania blokera, więc ci młodzi ludzie znów zaczęli, że jestem "kozak", ale za chwilę byłem już na dole i zawołałem, że lina wolna. Oni z kolei dla zaoszczędzenia czasu zjechali równolegle, spięci taśmą - każdy na osobnej połówce liny. Ten ciekawy zjazd jest na filmiku z "Google photos"

https://photos.app.goo.gl/HhiBsk5eTqo6fkaP9

Wróciliśmy na ścieżkę i przy ujściu Mnichowego Żlebu spotkaliśmy ponownie ekipę filmowców, nawet z dronem. Jak się okazało, mieli pozwolenie z TPN-u i rejestrowali przejście jakiejś drogi za X -podobno najtrudniejszej w Tatrach Polskich. Jeden z członków ekipy był twórcą filmu "Wiatr" -nagradzanego na festiwalach filmów górskich, obecna produkcja ma się ukazać na TV Focus na jesieni. Na zdjęciu -operator po wyjściu z kamerą po linie, którą uprzednio zjeżdżał.

Obrazek

Korzystając z pogody wyszliśmy jeszcze szlakiem na Szpiglasowy Wierch

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy do 5-ciu Stawów i przez Dol. Roztoki -na parking w Palenicy. Powstaje cień nadziei, że pogoda się utrzyma, a prognozy burz są "na wszelki wypadek". Więc nazajutrz planujemy przejście Orlej Perci- lub przynajmniej jej fragmentu.

Startujemy Doliną Suchej Wody
Obrazek

Już przy Zmarzłym Stawie widać nadciągające chmury
Obrazek

Na Zawracie widoki w stronę południową są bardziej optymistyczne, wieje ciepły wiatr

Obrazek

Dość szybko mijamy Mł. Kozi i Honoratkę


Obrazek

Jednak na dolnym tarasie Kozich Czub, nad Kozią Przełęczą słyszymy odległe pomruki nadciągającej burzy. Tibor nie chce wracać, więc mamy problem. Proponuję usadowić się na plecakach z dala od żelaza, pod folią, zjeść wreszcie jakieś kanapki o poczekać na rozwój sytuacji.

Obrazek


Lightingmap pokazuje sporą burzę w rejonie Liptowskiego Mikulasza i parę punkcików na wschód od Bielskich. Tibor twierdzi, że może zdążymy na Kozi. Trochę żałuję, że nie nauczyłem się jakichś dosadnych przekleństw po węgiersku -może ktoś pomoże? Argumenty w formie bardziej eleganckiej nie zadziałały - tak to bywa z ludźmi upartymi. Więc ruszamy niemal biegiem przez Kozie Czuby, Wyżnią Kozią Przeł. na Kozi Wierch. Biedne moje płuca- na szczęście nie było problemów z astmą. Tylko jedną błyskawicę widziałem na d Dol. Pięciu Stawów- gdzieś w rejonie Krzyżnego, burza przeszła trochę bokiem, natomiast po minięciu wierzchołka Koziego -zlało nas dość solidnie.
Obrazek

Przeczekiwanie wysoko na szlaku zejściowym z Koziego -zbyt niebezpieczne, szybko zeszliśmy nad Wielki Staw i dalej do schroniska. Przemoczeni, w chlupiących butach -kierujemy się do schroniska. Jak na ironię -robi się słonecznie, ale nie chce się już nam wracać do góry, schodzimy do busa na Palenicy.
Poniżej Siklawy spotykamy małego liska, który jakby czegoś szukał do jedzenia na szlaku, nie bojąc się ludzi.




Obrazek

Obrazek


Trzeci dzień miał być w Zachodnich. Zaproponowałem przejazd dookoła Tatr z Javoriny przez Smokovce, na Przeł. Huciańskiej parkujemy przy leśniczówce (Horareń Pod Belou Skalou) i idziemy szlakiem na Siwy Wierch. Tiborowi bardzo spodobało się skalne miasto i cała trasa (może z wyjątkiem początkowego kilometra).

Obrazek



Obrazek

Po kwadransie spędzonym na szczycie usłyszeliśmy znów złowrogie pomruki, ale dość daleko na północny wschód od nas. Więc dość szybko schodzimy, w lesie zaczyna padać, ale z samego krańca chmury, chwilami jesteśmy i w deszczu i w słońcu. Najbardziej rzęsisty deszcz przeczekujemy pod małymi drzewami, ale wkrótce ruszamy dalej. Trzeba uważać, bo są śliskie fragmenty -wapień, to nie granit. Wracamy do auta i przez Oravice- do Krakowa. W sumie udane 3 dni.
Link do ponad 200 zdjęć:
https://photos.app.goo.gl/cPMFAfFobmUA1hRG6 (prepraszam, poprzedni link omyłkowo prowadził do filmiku ze zjazdu)


Ostatnio edytowano Wt wrz 03, 2019 1:19 pm przez krzysztof_KrK, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt wrz 03, 2019 10:58 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lip 12, 2017 7:32 am
Posty: 1727
anke napisał(a):
U nas mamy za to portal: Tatry po męsku


Spotkałam brygadę w czerwonych koszulkach z jakimś takim właśnie szowinistycznym napisem tydzień temu :D

krzysztof_KrK napisał(a):
Przemoczeni, w chlupiących butach -kierujemy się do schroniska. Jak na ironię -robi się słonecznie


Przeżyłam to 2x w ciągu 3 dni i przeklęłam góry, co to za sierpień??
( Na chwilę :mrgreen: )

_________________
Urodziłeś się, by być prawdziwym, a nie perfekcyjnym.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt wrz 03, 2019 1:21 pm 
Uzależniony ;-)

Dołączył(a): N sie 25, 2013 10:23 am
Posty: 841
Eleganckie te koszule Tibora, widać że podchodzi do Tatr z należnym im szacunkiem ;-)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 21 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL